Rozdział 1
Wyszłam z domu. Byłam strasznie wkurzona. Czemu? Bo mój cudowny brat...
-Ała! Sutt! Co ci jest?- już miałam po prostu zabić kogoś na kogo wpadłam ale była to moja przyjaciółka Sky.
-Co? Dla czego miałoby mi się coś stać?
-Och come on. Jesteś nie ostrożna, rozkojarzona. To nie ty. Idziemy do parku?
-Do skate parku bardzo chętnie. Choć wrócimy się po deskę. - w czasie drogi do domu zaczęłam jej opowiadać co się stało. Wam opowiem od początku. A więc... mieszkam w Londynie. Nie w centralnym, powiedzmy że w nie za bardzo bezpiecznej dzielnicy. Często są strzelaniny, dużo osób ginie. Ale większość sobie zasłużyła. Na prawdę mało osób jest tutaj normalnych. Niestety nie jestem jedną z nich. Jestem w gangu. Nie mamy żadnej nazwy, ale charakteryzujemy się czarnymi bandamkami na ustach i nosie. Nikt jeszcze nie odważył się założyć bandam tego samego koloru więc można powiedzieć że jesteśmy Blackami. Gang składa się z 6 osób. W tym gronie jestem ja i mój brat. Mam 17 lat, on 19. Jest też Mark który ma 18, Kevin-19 lat, Jack-20 lat, Dean-20 lat, i George-21 lat. Zawsze się wymądrza że jest najstarszy i doświadczony ale tak na prawdę gówno wie. Każdy z nas ma swoją ksywę. Mnie nazywają Ruda. Bo jestem ruda, jak oni to wymyślili to do dnia dzisiejszego nie mam pojęcia... w tym gangu jestem od początku, można powiedzieć że jestem jego matką. Gdy miałam 14 lat zostałam sama z bratem. Matka zmarła na raka gdy miałam 5 lat a ojciec był alkoholikiem. Bił nas. Gdy mama wstawiała się za nami ją też bił. Wykorzystywał mnie seksualnie. Czasem na oczach Chrisa (mojego brata). Oczywiście bronił mnie ale miał tylko 14 lat. W końcu uciekam, spędziliśmy rok nie mając domu. Gdy wróciliśmy do naszego miejsca zamieszkania jego już nie było. Do tej pory się nie pojawił. Zaczęłam kraść. Musieliśmy jakoś przeżyć. On zagadywał sprzedawcę a ja robiłam swoje. Uczyliśmy się strzelać. Od początku byłam w tym lepsza od Chrisa ale on też jak chce to potrafi. Tylko w większości mu się nie chce. Później dołączyli do nas po kolei chłopaki. I tak to się zaczęło. A teraz z Chrisem poszło o to że "chce mnie chronić". Nie mogę chodzić na misje ani się wychylać. Z tym że jestem tak jakby dowódcą gangu. Wiem, wydaje się nie możliwe ale jednak. Gdy weszłam ze Sky do domu nikogo nie było. Szybko poszłam po deskę i pojechaliśmy na rampy. Gdy jeździłyśmy jakiś 5 facetów się na nas gapiło. Nie widziałam ich twarzy. Automatycznie sprawdziłam czy moja broń znajduje się na miejscu. Gdy robisz coś tak niebezpiecznego musisz mieć jakieś zabezpieczenie. Gadałam i śmiałam się ze Sky a oni nie odchodzili.
-Sky... lepiej już chodźmy...
-Co? Czemu?
-Tam, koło drzewa. -przyjaciółka spojrzała w tamtą stronę i złapała mnie za ramię. Ruszyłyśmy do domu. Na szczęście paliły się lampy więc zobaczę potencjalne zagrożenia. Wiem mam paranoję... usłyszałam dźwięk za sobą więc się odwróciłam z ręką na broni. Nikogo tam nie było
-Sutton, weź mnie nie starasz...- Odwróciłam się z powrotem do naszego kierunku. I wtedy padłam na zawał....
-----------------------------------------
Siema! Jak widzicie: imagin. :) Piszcie co myślicie bo to dla mnie bardzo ważne. Jest to mój pierwszy blog, przyjmę szczerą krytykę :) ;*
-----------------------------------------
Siema! Jak widzicie: imagin. :) Piszcie co myślicie bo to dla mnie bardzo ważne. Jest to mój pierwszy blog, przyjmę szczerą krytykę :) ;*
super pisz dalej naprawdę dobrze ci to idzie :) :>
OdpowiedzUsuń